Macierzyństwo – w co warto zainwestować, a co kupić po taniości

Sklepy dziecięce, swoją ofertą (szeroką niczym biodra po tłustym czwartku), potrafią każdą matkę przyprawić o zawrót głowy i szybsze bicie serca. No, bo przecież jak nie kupić malutkiemu Frankowi dwudziestej grzechotki (tak pięknej) i siedemnastego kocyka (tak miękkiego)? Poza tym nie może przecież jeść taką brzydką łyżką i pić z niebiodegradowalnego kubeczka.

 

Wózek

Spędza sen z powiek każdej przyszłej matce. Kupić ten strasznie drogi? 2w1? 3w1? 598w1? Kółka pompowane z chromowanymi felgami czy piankowe z plastikowymi? Czy dzidziowi będzie wygodnie w wózku z przeceny? Po pierwsze – nie kupuj wózka tylko dlatego, że jest ładny. Po drugie – jeśli nie masz nadmiaru pieniędzy to również nie warto kupować samej gondoli, bo trzeba będzie dokupić jeszcze 2 spacerówki. Czemu aż dwie? Do „parasolki” raczej nie wsadzisz półrocznego, ledwie siedzącego malucha. Tym bardziej zimą. Parasolką raczej też nie przejedziesz przez błoto, śnieg czy po kamieniach. Dlatego osobiście polecam wózek 3w1, czyli gondola+spacerówka+nosidełko samochodowe. Oczywiście taki wózek wchodzi tylko do bagażnika dużego sedana, kombi albo do TIRa. Dlatego parasolka jest potem niezbędna, żeby zostało w bagażniku jeszcze trochę miejsca na nocnik, wiaderko, łopatę, traktor i inne nieodzowne przedmioty.

 

Na pierwszym wózku warto oszczędzić, np. kupić używany dobrej firmy. Ze spacerówką można zrobić podobnie. Jest naprawdę sporo wózków z rynku wtórnego w bardzo dobrym stanie. Jednak zdecydowanie nie warto kupować pojazdu tylko dlatego, że jest tani i ładny, bo po paru miesiącach może się okazać, że ładny i tani wózek trzeba wyrzucić na śmietnik historii.

 

Fotelik

Nadchodzi ten moment, kiedy dziecię nie mieści się już w swoim niemowlęcym nosidełku, w którym przyjechało do domu ze szpitala. I co wtedy? Wtedy patrzymy na ocenę z testów zderzeniowych i kupujemy fotelik, który oceniono jako bezpieczny. Osobiście odradzam tutaj kupowanie używanych. Czemu? Po pierwsze i najważniejsze – nie wiadomo tak naprawdę czy kupujemy fotelik bezwypadkowy. Konstrukcja fotelika nawet przy niezbyt mocnej stłuczce może zostać osłabiona, a tym samym obniża to bezpieczeństwo podróżowania naszego malucha. Po drugie – dziecko w foteliku się poci. Normalne. Niestety te plamy często są nie do doprania i mało estetycznie to wygląda, tym bardziej, że masz świadomość, że plamy, na których musi się opierać Twój młodociany, nie są jego produkcji. Dlatego nie warto oszczędzać na foteliku. Osobiście wolałam wziąć pożyczkę, żeby młody jeździł w czymś, w czym będzie mu wygodnie i w czym na milion procent będzie bezpieczny, jeśli tatusiowi pojawi się (nie daj Boże) chwilowy syndrom szybkich i wściekłych.

 

 

Leżaczek

Na rynku jest ich od groma. Z wibracjami, melodyjkami, lampkami, zawieszkami, z możliwością ustawienia kierunku, częstotliwości i rodzaju bujania. Czy Amelka ma się dziś pobujać niczym liana na drzewie, czy może będzie się kołysała jak w łodzi na delikatnych falach? Serio. Są takie ustawienia. Moim (niezwykle subiektywnym) zdaniem wszystkie te bajery można sobie spokojnie darować. Ważne, żeby leżaczek rozkładał się na płasko (dla najmłodszych), dało się go pobujać stopą i żeby miał jakiś pałąk z dosłownie trzema zabawkami. Tak naprawdę przyzwyczajając malucha do wibracji i automatyczniego kołysania, sami kopiemy pod sobą dołek, bo jak dziecko wyrośnie z bujaczka, to jak wyobrażasz sobie imitowanie fal na kolanach? Na leżaczku spokojnie można oszczędzić.

 

Krzesełko do karmienia

Jedyne co jest istotne w przypadku krzesełka to to, żeby dało się je łatwo czyścić, by się tak szybko nie zniszczyło, żeby było stabilne i, co również ważne, żeby było lekkie. Także wystarczy najprostsze z najprostszych. Wielkiego, drewnianego, jakże eleganckiego krzesełka nie przesuniesz w dwie sekundy, żeby dziecię mogło się przyglądać jak robisz obiad. Krzesełka z elegancką tapicerką w słoniki nie doczyścisz natomiast tak hop-siup z marchewkowych plam. Polecam zwyczajny plastik. Dziecko i tak ma na sobie miękkiego pampersa i naprawdę jest mu w nim wygodnie. Na krzesełku zdecydowanie można oszczędzić.

 

Łóżeczko

Maluchowi naprawdę jest wszystko jedno czy ma drewniane szczebelki czy siatkę. Jest mu również doskonale obojętne czy ma baldachim, czy też musi się bez niego obyć. Także na łóżeczku spokojnie można oszczędzić. Nie warto natomiast oszczędzać na materacu do tego łóżeczka. Niezależnie czy kupimy łóżeczko klasyczne czy turystyczne, materacyk musi być dobry. W końcu od tego zależy los pleców naszej pociechy.

Wymieniłam oczywiście tylko podstawowe sprzęty, na których warto, bądź nie warto oszczędzać. Zrobicie oczywiście po swojemu. Tylko potem, po raz 10 dokręcając kółko od tego ślicznego wózka, czyszcząc bezskutecznie designerskie krzesełko lub też bujając dziecię na kolanach w rytm jazdy Pendolino, nie mówcie, że Was nie uprzedzałam.

 

Czytaj również: „Nie biegaj, bo się spocisz”, czyli jak pokolenie Y wychowuje dzieci6 typów matek na zakupach – z przymrużeniem oka.

Legalna Mama
Legalna Mama

Prawnik z wykształcenia, matka z przypadku. Piszę, bo inaczej bym sama ze sobą nie wytrzymała. Uważam się za prawie-człowieka renesansu, bo żadnej pracy się nie boję. Rozliczałam kredyty, byłam ankieterką, opiekunką dziecięcą, barmanką, animatorką w sklepach z zabawkami i prowadziłam karaoke. W tak zwanym międzyczasie jeździłam po świecie. Widziałam Mount Everest i Kilimandżaro, jeździłam na słoniach w Indiach, kąpałam się pod wodospadami w Meksyku i na plaży w Acapulco, byłam na raftingu po górskiej rzece w Nepalu, przytulałam małe tygrysy w Tajlandii i nocowałam na kenijskiej sawannie.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.




Nie przegap najświeższych informacji!

MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE