Depresja – fakt czy złudzenie? Część I

Depresja. Biorąc pod uwagę częstotliwość pojawiania się tego słowa w potocznym języku, wydaje się urastać w ostatnich latach do miana choroby niemal cywilizacyjnej. Pojęcie to odmieniane jest przez wszystkie przypadki, a zdanie mam depresję słyszy się od znajomych, na ulicy, w środkach masowego przekazu. Czy zatem to, co dana osoba nazywa depresją leczyć czy uznać, że to swoiste złudzenie i poczekać aż samo minie? A jeśli leczyć, to czy u psychiatry za pomocą leków, czy u psychoterapeuty za pomocą rozmowy?

Depresja a inne stany psychiczne

Można sądzić, że niektórzy używają tego słowa jako hiperboli, jako synonimu określającego obniżony nastrój, jednakże inni naprawdę myślą, że cierpią na depresję jako chorobę w sensie klinicznym, zastanawiając się nad wizytą u specjalisty. Rodzi się także pytanie, jak tego typu stwierdzenia przeżywa najbliższe otoczenie oraz czy bliskie osoby nie odbierają tego słowa jako trafnej psychiatrycznej autodiagnozy, popadając tym samym w niepokój o bliską osobę?

Aby nie ulec owemu złudzeniu, warto przyjrzeć się sposobom różnicowania depresji od stanów, które depresją nie są i które nie wymagają terapeutycznych oddziaływań. Warto też przy okazji oddzielić depresję od innych, mniej lub bardziej poważnych, psychicznych zaburzeń – tak aby we właściwym momencie podjąć decyzję co do odpowiedniego leczenia.

Depresja a smutki dnia codziennego

Wszyscy doświadczamy chandry, spleenu, melancholii. Niekiedy stany te przychodzą nie wiadomo skąd, niekiedy wiążą się wyraźnie z konkretnymi, przykrymi wydarzeniami. Gdyby się zastanowić z perspektywy psychologicznej, to trudno takie stany nazwać depresją. Tak to już jest, że życie, obok sukcesów, to nieustanne pasmo mniejszych czy większych utrat – albo tych realnych albo wyobrażonych. Tracić możemy ludzi, rzeczy materialne, pieniądze, okazje na coś korzystnego. Tracić też możemy wizje siebie czy wizje posiadania czegoś, niekiedy latami planowane, których urzeczywistnienie było czymś oczywistym. Z każdym dniem tracimy czas, choć codziennie tego nie zauważamy – bardziej to widzimy w rocznicach, zmianach pór roku, wchodzeniu w nowe role życiowe. Stopniowo tracimy wydolność, młody wygląd, zdrowie… To wszystko powoduje w nas smutek, przygnębienie, niekiedy lęk – i składa się na swoisty „depresyjny” klimat, innymi słowy depresyjność. Jednakże, jeśli takie stany emocjonalne nie są zbyt nasilone i nie trwają nieprzerwanie długo – nie sposób ich nazwać depresją w sensie klinicznym, zwłaszcza gdy przeplatane są wydarzeniami pozytywnymi, a jakość życia diametralnie nie spada. Takie nastroje są czymś naturalnym, i nie ma tutaj wskazań do oddziaływań terapeutycznych.

Depresja a żałoba

Każdy, o ile jeszcze nie doświadczył, doświadczy najprawdopodobniej poważnych utrat w swoim życiu. Śmierć bliskiej osoby, odejście partnera, trwała utrata zdrowia (niepełnosprawność, choroba terminalna itp.), utrata pracy, bankructwo – to najbardziej bolesne ludzkie doświadczenia. Pojawiają się wówczas najbardziej silne i najbardziej bolesne emocje: rozpacz, przerażenie, beznadzieja, bezsilność, czasami wściekłość czy gniew. Stopniowo odczucia te tracą na sile, przybierając formę bardziej rozmytą i utrzymują się miesiącami, niekiedy latami. To stan żałoby polegający na stopniowym wewnętrznym żegnaniu się z utraconą osobą czy rzeczą. Istotą tzw. pracy nad żałobą jest pozwolenie sobie na przeżycie tych wszystkich stanów emocjonalnych oraz dzielenie się z innymi obrazem utraty poprzez wspominanie. Dotyczy to także negatywnych aspektów, co wiąże się z realistycznym, a nie wyidealizowanym obrazem kogoś, kto odszedł. Nikt i nic nie było przecież idealne, choć niepodważalnie znaczyć mogło dla nas niezwykle wiele. Krańcem żałoby jest uzyskanie stanu, kiedy można przypominać sobie np. utraconą osobę i nie doświadczać przykrych, silnych emocji. To bardzo ważny moment.

Żałoba, mimo że przypomina depresję, nie jest, rzecz jasna, jednostką chorobową. Ile trwa żałoba? Różnie – zależy to od wielu okoliczności, zarówno osobowościowych, jak i kulturowych. W psychiatrii przyjmuje się, że żałoba trwająca dłużej niż 2 lata może być diagnozowana jako depresja. Wieloletnia żałoba wymagałaby zatem specjalistycznej konsultacji. O ile jednak przebieg żałoby jest krótszy i nie powoduje znacznego obniżenia funkcjonowania (nie ma tendencji autodestrukcyjnych i zachowana zostaje zdolność pracy) – nie ma wskazań do korzystania z pomocy psychiatrycznej czy psychologicznej.

Pomagaj sobie

Jednakże, zarówno “smutki dnia codziennego”, jak i żałoba (zwłaszcza) mogą być trudno odróżnialne od depresji jako choroby. Jeśli trwają długo, a ich nasilenie jest wysokie – prowadząc do wyraźnie obniżonego poziomu funkcjonowania – należałoby się zastanowić nad wizytą u doświadczonego psychoterapeuty lub lekarza psychiatry. Wczesne zdiagnozowanie choroby znacznie ułatwia proces leczenia. Niekiedy dzięki jednej tylko wizycie można ochronić zdrowie, a nawet życie. Warto dmuchać na zimne.

Sławomir Kulczyk
Sławomir Kulczyk

Psycholog i filozof (absolwent psychologii i filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego), psychoterapeuta w trakcie certyfikacji w Krakowskim Centrum Psychodynamicznym. Pracuje w Dolnośląskim Centrum Zdrowia Psychicznego we Wrocławiu, w NZOZ Centrum Zdrowia Psychicznego AKMED we Wrocławiu, jest wykładowcą Uniwersytetu SWPS (zajęcia dydaktyczne z diagnozy psychologicznej), a także członkiem Stowarzyszenia Psychoedukacji i Terapii Evolutio (w ramach którego zajmuje się psychoterapią grupową i indywidualną); prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.




Nie przegap najświeższych informacji!

MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE